ul. Dąbrowszczaków 39, I p.
10-542 Olsztyn (mapa)

Jest 1914 rok. Trwa I Wojna Światowa. Na froncie zachodnim, niemieckie wojska posuwają się naprzód, niebezpiecznie zbliżając się do Paryża. Mają nadzieję na to, że Plan Schlieffena powiedzie się i szybko pokonają Francję. W końcu docierają nad brzeg rzeki Marny. Francuzi zaczynają panikować, rząd ucieka ze stolicy. 5 września rozpoczyna się pierwsza bitwa nad Marną. Sytuacja robi się coraz bardziej krytyczna. Konieczne jest wzmocnienie 6 armii generała Maunoury’ego. Żołnierze czekają w stolicy na transport, ale w okolicy brakuje już środków transportu – same pociągi nie wystarczają. Dlatego też wojskowy gubernator Paryża – generał Gallieni oraz szef sztabu – generał Clergerie wpadają na pomysł, aby żołnierzy na front zawiozły paryskie taksówki.
6 września 1914 roku francuska armia zaczęła rekwirować pierwsze pojazdy. W nocy pierwsze 630 taksówek zebrało się na Les Invalides w Paryżu i wyjechało w stronę Tremblay-Lès-Gonesse i Mesnil-Amelot (później zostali jednak skierowani w stronę Sevran-Livry). Kolejne 700 taksówek ruszyło natomiast w kierunku Gagny. W miejscu docelowym zaczęto organizować konwoje, które w nocy z 7 na 8 września ruszyły na front, a dokładniej do Nanteuil-le-Haudouin i Silly-le-Long, gdzie nad ranem przetransportowali już żołnierzy. W każdej taksówce jechało od 4 do 5 mężczyzn z 103 i 104 pułku. Łącznie przewieziono 6000 żołnierzy wraz z ekwipunkiem. Po zakończeniu transportu taksówkarze powrócili do stolicy, gdzie odebrali należyte wynagrodzenie, które było naliczane w normalny sposób według taksometru. Łącznie akcja ta kosztowała 70 000 franków.
Mimo iż wydarzenie to do dzisiaj budzi podziw i uznanie, to sama podróż nie odbywała się bez przeszkód. Nie wszystkie pojazdy były do niej przystosowane. Zdarzały się sytuacje uszkodzonych i przebitych opon. Dodatkowo taksówki miały zapalone tylko tylne światła, co w warunkach nocnych było znaczącym problemem. Niektóre taksówki drogę, lub (mimo prędkości 25 km/h) zderzały się z innymi pojazdami. Nasiliło się to w szczególności, gdy pojazdy wracające z miejsca docelowego mijały się na wąskich drogach z tymi, które jeszcze nie dowiozły żołnierzy.
Dominika Lella