Kategoria: Centrum Polsko-FrancuskieFrancjaGastronomiaHistoriaKulturaLiteraturaModaNauka językaPorady 8 stycznia 2026
rycina. król dotykający chorego człowieka

Król, który dotykał i uzdrawiał

W jednym z poprzednich tekstów opisywałem wiarę w magiczne włosy króla obecną w Królestwie Franków. Elementów sakralizacji władzy świeckiej w średniowiecznej, a później także nowożytnej Francji jest jednak znacznie więcej. Najdłużej utrzymującym się był rytuał dotyku królewskiego (fr. le toucher royal). Wierzono, że położenie rąk władcy na osobie chorej ma moc uzdrowienia jej. Uzdrowienie to było szczególnie skutecznym remedium na jedną, obecnie zapomnianą już chorobę.

Tradycja ta sięga czasów bardzo dawnych. Już Chlodwig, pierwszy chrześcijański król Franków, miał być obdarzony szczególną mocą, choć źródła milczą o konkretnych cudach. Dopiero w XI wieku pojawiają się pierwsze świadectwa rytuału uzdrawiania, związanego z osobą Roberta Pobożnego. Od tego momentu dotyk królewski staje się elementem praktyki władzy.

Choroba królewska

Najczęściej „leczoną” chorobą były skrofuły, czyli gruźlicze zapalenie węzłów chłonnych. W średniowieczu choroba ta była powszechna. Brak higieny, niedożywienie i ciasnota miast sprzyjały jej rozwojowi. Twarze i szyje chorych bywały pokryte ropiejącymi guzami, a widok skrofulika budził lęk i odrazę. Dla ludzi epoki była to choroba szczególna; długotrwała, nawracająca, czasem jednak ustępująca sama z siebie. Idealna, by przypisać jej cudowny charakter. To właśnie na nią najskuteczniejszym (według niektórych podań jedynym) lekiem był dotyk królewski, czasami okraszony znakiem krzyża i słowami: „Król cię dotyka, a Bóg uzdrawia” (fr. Le Roi te touche, Dieu te guérit).

Cud i polityka

Kościół patrzył na ten rytuał z rosnącą nieufnością. Reforma gregoriańska XI wieku dążyła do wyraźnego rozdziału władzy świeckiej i duchownej. Papieże uznawali królewskie uzdrawianie za uzurpację. Królewski dotyk, jak i inne zwyczaje związane z sakralizacją władzy świeckiej w średniowieczu (jak np. odpuszczanie grzechów swoim rycerzom przed bitwą) były jednak przez Kościół co do zasady tolerowane.

Królowie Francji myśleli jednak inaczej. Dla nich cud królewski był dowodem boskiego pochodzenia władzy. Sięgał czasów Chlodwiga, a więc samych fundamentów monarchii. Broniąc rytuału, bronili nie tylko tradycji, lecz także swojej pozycji wobec Kościoła. Z czasem uzdrawianie stało się elementem ideologii monarchii absolutnej, znakiem, że król stoi ponad wszystkimi, nawet duchowieństwem.

Koniec świętego króla

Wszystko to zaczęło się kruszyć dopiero w XVIII wieku. Oświecenie podważyło wiarę w cuda, a wraz z nią wiarę w sakralny charakter monarchii. Król przestał być pośrednikiem między Bogiem a ludem. Stał się człowiekiem – obywatelem. Egzekucja Ludwika XVI była ostatecznym dowodem na to, że krew w królewskich żyłach nie różni się niczym od krwi jego poddanych. Był to symboliczny moment odarcia monarchii za wszystkiego, łącznie z jej świętością. Po rewolucji francuskiej, mimo okresu restauracji, nie patrzono na władzę królewską tak samo. Symbolicznym epilogiem tej wielowiekowej tradycji był rok 1825. Wówczas to Karol X, król z czasów restauracji Burbonów, zdecydował się jeszcze raz odprawić rytuał uzdrawiania chorych na skrofuły. Był to już wówczas gest anachroniczny i zwyczajnie śmieszny. Ceremonia Karola X nie wzbudziła wiary, lecz ironię prasy. Gazety epoki opisywały ją z drwiną (na tyle na ile było to możliwe), traktując ją nie jako akt pobożności, lecz jako osobliwy relikt minionych wieków. Po 1825 roku nikt nie próbował już wracać do tej praktyki. Cud królewski przeszedł definitywnie do historii. Rytuał ten znany był również w innych częściach Europy (przede wszystkim na Wyspach Brytyjskich), nigdzie jednak nie był uskuteczniany tak długo jak we Francji.

Dominik Sucharzewski